Podobnie, jak Jezus przemierzał ulice Jerozolimy w trakcie swojej Drogi Krzyżowej, tak i my, w ostatni piątek przed Wielkim Tygodniem przeszliśmy ulicami naszego osiedla w parafialnej Drodze Krzyżowej. Tradycyjnie, był to element Rekolekcji Parafialnych, które w tym roku wygłosił dla nas ks. Janusz Jezusek MSF.

 

Pokonując kolejne stacje, mieliśmy okazję poznać znane nam miejsca od nieco innej strony i przekonać się, jak bardzo sytuacje w naszym codziennym życiu są podobne do scen z ostatniej drogi Jezusa. Tego Jezusa, którego sąd przeżywaliśmy na placu tuż pod naszym kościołem i przypominaliśmy sobie chwile, w których sami wydaliśmy na kogoś wyrok... Tego Jezusa, który po raz pierwszy upadł na ul. Ścinawskiej, a po raz ostatni na ul. Grotkowskiej. Podążając za Chrystusem Drogą Krzyżową, słuchaliśmy rozważań rekolekcjonisty i modliliśmy się za osoby przeżywające życiowe trudności.

Droga Krzyżowa była kontynuacją czwartkowych nauk, wzywających nas do uporządkowania duchowych spraw. Ich dalszy ciąg zauważalny był również podczas niedzielnej Eucharystii, stanowiącej swego rodzaju rachunek sumienia z relacji do Boga i bliźniego w obecnych czasach. Przytaczając historię jednego z wietnamskich biskupów, który potajemnie odprawiał Mszę św. w tamtejszym więzieniu, rekolekcjonista skłaniał nas do refleksji nad tym, co tak naprawdę znaczy dla nas Eucharystia.

Tegoroczne Rekolekcje Parafialne miały wyjątkową oprawę ze względu na talent muzycznych ks. Janusza. Uzupełnieniem, a właściwie puentą dla każdego z rekolekcyjnych kazań były refleksyjne utwory jego autorstwa.

Rekolekcje Parafialne były elementem duchowych przygotowań do Wielkiego Tygodnia. To od nas zależy, jak je wykorzystaliśmy i jak je wykorzystamy. Czy (nawiązując do tekstu piosenki ks. rekolekcjonisty) usłyszymy głos Najwyższego i podążymy Jego drogą, czy nie dotrze on do nas, bo słuchamy tylko samych siebie...

Czy są na świecie miejsca, gdzie na odwiedziny księdza można czekać trzy lata? Gdzie kilka różnych klas uczy się razem w jednym, gorącym pomieszczeniu? Gdzie pracując przez cały dzień, można kłaść się spać głodnym? Choć dla nas, w Poznaniu może wydawać się to abstrakcją, na Madagaskarze to codzienność. Codzienność, którą przybliżył nam ks. Piotr Kemnitz MSF. 

Ks. Piotr, misjonarz pracujący na co dzień na Madagaskarze, odwiedził naszą parafię 12 i 13 marca 2016. Wygłosił Słowo Boże podczas wszystkich Mszy św. Najpierw krótko nawiązał w nim do czytanej w tym dniu Ewangelii, a później z zaangażowaniem podzielił się z nami swoimi doświadczeniami. Była to okazja, by zobaczyć i usłyszeć o tym, z jakimi wyzwaniami zmaga się na co dzień, a przede wszystkim z jakimi wyzwaniami mierzą się jego parafianie...


Misjonarz opowiedział nam również o tym, jak wyglądały początki jego duszpasterskiej pracy na misjach, jak bardzo odmienne od nas podejście do czasu mają tamtejsi mieszkańcy oraz jakie są jego plany na najbliższy okres (związane z budową parafii). Dziękował też za dotychczas otrzymaną od nas pomoc i prosił o wsparcie modlitewne.

Więcej informacji na temat pracy ks. Piotra Kemnitza można znaleźć na stronie 
http://www.piotr-madagaskar.pl.

Niedawno krótki artykuł na ten temat opublikowany został również na naszej stronie parafialnej http://www.parafialasalette.pl/index.php/archuwum/wydarzeniawparafii/751-misja-madagaskar.

PONIŻEJ ZAMIESZCZAMY KRÓTKI ARTYKUŁ Z MISYJNEJ PRACY KS. PIOTRA KEMNITZA MSF, KTÓRY BĘDZIE U NAS GOŚCIŁ 12 I 13 MARCA BR. ORAZ PODZIELI SIĘ SWOIM DOŚWIADCZENIEM PRACY NA MADAGASKARZE.

ZAGINĄŁ, A ODNALAZŁ SIĘ...

BARDZO CZĘSTO, KIEDY MYŚLIMY O MISJACH, TO PIERWSZE CO PRZYCHODZI NAM DO GŁOWY TO KSIĄDZ, KTÓRY WĘDRUJE Z PLECAKIEM PO RÓŻNYCH WIOSKACH W BUSZU. TYM RAZEM WAS NIE ZASKOCZĘ. TO BĘDZIE HISTORIA O „MARTWYM KOŚCIELE” I KSIĘDZU, KTÓRY CHCE GO ODNOWIĆ. W ZESZŁĄ NIEDZIELĘ WYBRAŁEM SIĘ DO MASIAKAMPY, ABY ODPRAWIĆ MSZĘ ŚW. SPAKOWAŁEM SWÓJ PLECAK, WSIADŁEM NA MÓJ MOTOR I POGNAŁEM. NA DODATEK ZGUBIŁEM DROGĘ, ALE SPOTKAŁEM LUDZI, KTÓRZY POKIEROWALI MNIE WŁAŚCIWYMI TORAMI. KIEDY DOJECHAŁEM DO WIOSKI, WIERNI JUŻ CZEKALI NA MNIE W KOŚCIELE. OCZYWIŚCIE JAK TO NA POCZĄTKU BYWA, KILKA SŁÓW POWITANIA, A NASTĘPNIE ROZPOCZĘLIŚMY NASZĄ MODLITWĘ. LITURGIĘ PRZYGOTOWAŁA NAUCZYCIELKA ZE SZKOŁY KATOLICKIEJ. WSZYTKO PIĘKNIE, ŁADNIE I SPRAWNIE NAM POSZŁO. PO MSZY ŚW. ZOSTAŁEM, ABY POROZMAWIAĆ Z MIESZKAŃCAMI TEJ NIEWIELKIEJ MIEJSCOWOŚCI. POMYŚLAŁEM SOBIE, ŻE TO BĘDZIE DOBRA OKAZJA DO LEPSZEGO POZNANIA SIĘ. W TEJ GRUPIE ZNALAZŁ SIĘ RÓWNIEŻ PREZYDENT KOŚCIOŁA Z BETSIOKI (CZYT. BETSIUKI), WIOSKI ODDALONEJ JAKIEŚ 3 KM OD MASIAKAMPY. BYŁ PODŁAMANY, PONIEWAŻ W JEGO MIEJSCOWOŚCI JEST KOŚCIÓŁ, ALE OD BARDZO DAWNA NIKT TAM SIĘ NIE MODLI. DLATEGO OBIECAŁEM MU, ŻE RAZEM Z PROBOSZCZEM PARAFII DOJEDZIEMY DO JEGO MIEJSCOWOŚCI.  ZGODNIE Z OBIETNICĄ WYBRALIŚMY SIĘ DO BETSIOKY, ABY ZBADAĆ JAK SPRAWA WYGLĄDA. PO PRZYJEŹDZIE MIESZKAŃCY PRZYGLĄDALI MI SIĘ, BO NIGDY WCZEŚNIEJ MNIE NIE WIDZIELI. POTEM POJECHALIŚMY POD KOŚCIÓŁ. POWIEM SZCZERZE, ŻE NA POCZĄTKU ZAŁAMKA, BO ZOBACZYŁEM KAPLICĘ W OKROPNYM STANIE. DRZWI ZAMKNIĘTE, MURY LEDWO CO TRZYMAJĄ SIĘ KUPY. NAOKOŁO KOŚCIOŁA KTOŚ NAJWYRAŹNIEJ ZROBIŁ SOBIE WYCHODEK, ALBO ROZBOLAŁ GO BRZUCH I NIE ZDĄŻYŁ Z POTRZEBĄ. W ŚRODKU KOŚCIOŁA BRUDNO, CZTERY PODNISZCZONE ŁAWKI I ZJEDZONY PRZEZ ROBAKI STARY KONFESJONAŁ. OD RAZU RZUCIŁO SIĘ W OCZY, ŻE RZECZYWIŚCIE OD KILU LAT NIKT TAM NIE BYWAŁ. NA TEN WIDOK W MOJEJ BEZRADNOŚCI  MODLIŁEM SIĘ ZA MIESZKAŃCÓW TEJ MIEJSCOWOŚCI. PRZYSZŁA MI DO GŁOWY TAKA REFLEKSJA ZACZERPNIĘTA Z EWANGELII, ŻE ZIARNO, KTÓRE WPADA W ZIEMIĘ NAJPIERW MUSI OBUMRZEĆ, A DOPIERO PÓŹNIEJ WYDAJE PLON OBFITY. MOŻE I W TYM PRZYPADKU BĘDZIE PODOBNIE. WIERZĘ W TO.

PO OGLĘDZINACH KAPLICY I WIOSKI, KTÓRA USYTUOWANA JEST NA WZNIESIENIU I W OTOCZENIU PIĘKNYCH KRAJOBRAZÓW, UDALIŚMY SIĘ Z KS. JEAN CLAUDE DO OŚRODKA ZDROWIA, GDZIE PRACUJE PREZYDENT TEGO „MARTWEGO KOŚCIOŁA”. PODCZAS NASZEJ ROZMOWY DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, ŻE OD PONAD CZTERECH LAT NIE BYŁO TAM KSIĘDZA. PROBLEM NUMER DWA, TO BRAK KATECHISTY I KOGOŚ, KTO PRZEWODNICZYŁBY NIEDZIELNYM MODLITWOM. DLATEGO, ŻE KOŚCIÓŁ JEST W OPŁAKANYM STANIE, KATOLICY CHODZĄ DO KOŚCIOŁA PROTESTANCKIEGO I TAM SIĘ MODLĄ. ABY POMÓC MIESZKAŃCOM ODBUDOWAĆ KOŚCIÓŁ I TCHNĄĆ ŻYCIE W ICH WSPÓLNOTĘ, USTALILIŚMY, ŻE DWA RAZY W MIESIĄCU RAZEM Z WIERNYMI Z SĄSIEDNIEJ WIOSKI DOTRZEMY DO NICH I BĘDZIEMY WSPÓLNYMI SIŁAMI PODLEWAĆ TO ZIARNO EWANGELII CHRYSTUSOWEJ, KTÓRE WCZEŚNIEJ BYŁO JUŻ POSIANE. PONADTO SZUKAMY OSOBY, KTÓRA POMOŻE W KAŻDĄ NIEDZIELĘ W ORGANIZOWANIU NABOŻEŃSTW, A W NIEODLEGŁYM CZASIE POŚLEMY KOGOŚ NA KURS PRZYGOTOWAWCZY DLA KATECHISTÓW.

WIERZĘ, ŻE WSPÓLNYMI SIŁAMI UDA NAM SIĘ OŻYWIĆ TO, CO UMARŁO I ODSZUKAĆ TO, CO ZAGINĘŁO. DLATEGO NIE ZOSTAWIAJCIE NAS SAMYCH, TYLKO DOŁĄCZCIE DO NAS W SWOICH MODLITWACH.

Kilkunastoosobowa grupa pielgrzymów z naszej parafii wybrała się 12 marca na Misterium Męki Pańskiej w Górce Klasztornej. Było to pierwsze z czterech wydarzeń pasyjnych, odbywających się w tym wyjątkowym miejscu w tym roku. 

W grupie byli zarówno „weterani” (dobrze znający góreckie Misterium), jak i debiutanci, dla których była to pierwsza tego typu wyprawa. Za sprawą opiekuna grupy, ks. Macieja, parafianie już w drodze do Górki Klasztornej, mogli zapoznać się się z historią miejscowości, Sanktuarium Maryjnego i Misterium Męki Pańskiej. Po dotarciu na miejsce nie zabrakło okazji, by poznać wszystko z bliska: wejść na chwilę do Sanktuarium i pomodlić się, przespacerować się po Gaju (skrawku dawnej puszczy i pogańskiego miejsca kultu), czy zaczerpnąć wody z góreckiego źródełka, słynącego z licznych cudów.


Wprowadzeniem do Misterium Męki Pańskiej była Msza św, której przewodniczył ks. Robert Ciżewski, Asystent i Wikariusz Prowincjalny MSF. Po krótkiej przerwie, na Placu Objawienia pojawili się aktorzy (będący głównie parafianami z Górki Klasztornej i okolic). Pielgrzymi mogli na nowo przeżyć ostatnie chwile z życia Jezusa, począwszy od wydania Go przez Judasza, aż do złożenia Jego ukrzyżowanego ciała w grobie i oczekiwania na zmartwychwstanie. W roli głównej wystąpił ks. Marek Gubernat MSF.

Jedną ze scen, która szczególnie mogła zapaść w pamięć w pielgrzymom, była scena z ostatniej wieczerzy. Niezwykłą symbolikę miał obrzęd łamania chleba i dzielenia się nim  przez Jezusa ze swoimi uczniami oraz pomiędzy wszystkimi zebranymi. Za sprawą ludzkiej uczynności chleb dotarł nawet do najdalszych zakątków Placu Objawienia.

Zaangażowanie aktorów i oprawa muzyczna sprawiły, że tak naprawdę każda scena Misterium skłaniała do refleksji. Szczególnie przejmujące były ostatnie chwile z życia Chrystusa. Podobnie, jak pod Golgotą zgromadziły się tłumy, tak i pod małym wzniesieniem przy góreckim Sanktuarium nie brakowało licznych obserwatorów. Rozchodząc się do autobusów, wszyscy mogliśmy spoglądać jeszcze na białe, powiewające na wietrze płótno, na którym opuszczono ciało Jezusa. Przywoływało ono na myśl właśnie chwile zmartwychwstania...

Wracając pełni wrażeń do Poznania, chętnie przyznaliśmy, że przydałoby się więcej tego typu wyjazdów. Kto wie... może wkrótce? :-)

Szczegóły na temat Misterium Męki Pańskiej można znaleźć na stronie 
http://gorkaklasztorna.com/index.php?page=misterium-meki-panskiej